sobota, 1 lutego 2014

26 This must to be a big joke





Życie to nieustanne pasmo niespodzianek.




Siedzi na łóżku z tym cudownym uśmiechem, włosy związane ma w luźny warkocz.
Mimo lekkiej bladości wygląda ślicznie.
Nawet prawie śmierć nie jest w stanie zmyć jej piękna.
Jej oczy błyszczą jak zawsze, szare, tak przeze mnie kochane.
Słucha Diega z uśmiechem na ustach, świadczącym o jej przywiązaniu do ciemnookiego i akceptacji jego całego.
Adam także uśmiecha się do szatynki.
- No i tyle- kończy swoją wypowiedź Gomez.- Po rewizji mamy masę dowodów, jednak brak motywu nie pozwala nam przesłać sprawy dalej.
- Ponoć masz jakiś pomysł- blondyn zwraca się do kobiety.
Rose zerka na mnie. Kiwam głową.
- Wszystko ułożyło mi się w całość, gdy byłam nieprzytomna- unoszę pytająco brew. Wzdycha.- Nie wiem, jak to wyjaśnić. Nie mogłam się ruszać, otworzyć oczu, a mimo to widziałam przed sobą wszystkie materiały ze sprawy, tak jakby oglądałam wszystkie przesłuchania.
Diego robi dłonią kółko przy skroni, za co obrywa od Rose poduszką.
- Ała! Musisz być taka agresywna?
- Przepraszam, przez pięć godzin nie miałam możliwości nikogo uderzyć, a teraz ty jesteś pod ręką- pokazuje mu język.
Wróciła taka sama.
Uśmiecham się.
- Widząc w głowie tę retrospekcję, zauważyłam zmianę w zachowaniu pana Fieldmana (szef denatki, przyp. autora) przy pytaniu o jego relację z ofiarą. Podejrzewam, że motywem może być nieodwzajemnione uczucie.
Wzdycham.
- Która to taka sprawa?- pyta ciemnooki.- Dziesiąta?
- Ludzie robią różne rzeczy z miłości- odpowiada Rose i patrzy na mnie.- Zabijają, porywają albo wybaczają największe krzywdy, jakich doznali.
Napinam mięśnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że szatynka nie była zadowolona, gdy zacząłem ponownie spotykać się z Sheilą mimo tego, co mi zrobiła, ale myślałem, że to toleruje.
Czyżbym się mylił?
- Czasami miłość oznacza drugą szansę.
Jej oczy robią się gniewne.
- A czasami krzywdzi jeszcze bardziej.
Między mną a Rose wisi dziwne napięcie, zapada cisza, mężczyźni zaczynają czuć się niekomfortowo.
Dzwoni mój telefon.
- Przepraszam.
Odchodzę pod okno, Adam pyta kobietę, kiedy wyjdzie ze szpitala.
- Henderson.
- Logan, tu Phil. Fieldman jest w mieście, ktoś widział go kręcącego się przy stacji benzynowej. Kapitan wysłał już kilku funkcjonariuszy. kazał przekazać rozkaz, byście tam pojechali. Prześlę ci dokładny adres SMS-em, przemiesza się.
- Ok, zaraz będziemy, dzięki.
Odwracam się do współpracowników, którzy śmieją się właśnie z żartu Chase'a. Śmiech dziewczyny to jak miód na moje serce, wcześniejszy gniew wywołany jej aluzjami znika. Słyszeć ją radosną, pogodną, żywą to największe szczęście ostatnich dni.
- Mamy przełom- przerywam tę beztroską scenę.- Dzwonił Phil, podejrzany wrócił do miasta. Mamy szansę go zgarnąć.
- No to się zbierajmy- Chase i Gomez wstają z krzeseł i tulą szatynkę na pożegnanie.
- Do zobaczenia niedługo w pracy, Rose.
- Do zobaczenia- uśmiecha się do nich.- Dziękuję za to, że przyszliście.
- Musieliśmy. Bez ciebie na posterunku jest strasznie nudno- mówi Diego, a blondyn szeroko się uśmiecha.
Machają jej jeszcze i opuszczają salę.
Podchodzę bliżej jej łóżka.
Uśmiecha się inaczej, ale nadal pięknie.
- Miło było zobaczyć cię żywą.
- Ja także się cieszę, że nie muszę cię widzieć jako duch.
Nie wiem, czy to z powodu zbyt dużej ilości endorfin we krwi czy ulgi, ale przytulam dziewczynę, ciasno obejmuję ją ramionami.
- Proszę, Rose. Nigdy więcej mi tak nie rób.
Wdycham zapach jej włosów, pachną truskawkami.
Oddaje uścisk.
- Postaram się. Obiecuję.
Wypuszczam ją z objęć, przez chwilę patrzę jej w oczy i całuję W CZOŁO.
- Zadzwonię wieczorem.
- Dobrze.
Uśmiecham się do niej jeszcze ostatni raz i wychodzę.



                                                                  ****



Nie cierpię leżeć tyłem do okna, nie mogę wtedy patrzeć na świat. Na szczęście James przyniósł mi książki.
Na których teraz nie umiem się skupić.
Myślę o Loganie.
Był taki zdystansowany, jak na początku naszej znajomości, ale koniec jego wizyty...
Jest mi tak bliski.
Nigdy nie myślałam, że można się za kimś tak stęsknić i to w przeciągu doby.
Wiem, że go wkurzyłam swoim nawiązaniem do jego związku z Sheilą, ale naprawdę nie sądziłam, że jeszcze raz jej zaufa.
Zatopiona w myślach nie słyszę pukania do drzwi.
- Halo. Ziemia do Rose. Halo!
Dopiero podniesiony głos wujka  wyrywa mnie z rozważań.
Patrzę w stronę drzwi.
- Cześć, wujku. Co słychać?
Podchodzi do mnie i cmoka w czoło, w to samo miejsce, gdzie zaledwie godzinę temu poczułam wargi Logana.
- Cześć, słoneczko. Dobrze, Clara przesyła ci buziaki, dziewczyny uściski, Chris "by moc była  z tobą", a Bobby amorki- kładzie pudełko na małym stoliku przy łóżku.
- Nie wiem, czy lekarz pozwoli mi je jeść, ale podziękuj mu ode mnie.
- Zrobię to- zajmuje krzesło, na którym siedział Adam.- Jak się czujesz?
- Nie jest źle. Ale czuję, jakby żołądek wywrócił mi się na drugą stronę i spotkał tarkę.
Głaszcze mnie po głowie, w jego oczach widzę troskę.
- Jak to się mogło stać? To chyba nie wina magnezu, prawda?
- Raczej nie, czytałam o jego niedoborze. Omdlenia mogą się zdarzać, ale nie było mowy o ataku serca.
Wzdycham.
- Jak ci minął dzień?- pyta blondyn.
- Dobrze- uśmiecham się.- Poczytałam trochę, ponuciłam, pochodziłam trochę po korytarzu.
- Detektywi wpadli z wizytą?
- Tak, byli podczas przerwy śniadaniowej, jechali stąd zgarnąć mordercę. Dlaczego oni tak często wracają na miejsce zbrodni?- pytam byłego detektywa.
- Albo mają wyrzuty sumienia albo chcą "przeżyć" zbrodnię jeszcze raz.
- Trochę mnie to przeraża.
- Co takiego?
- Chęć powrotu. Przecież to wszystko wraca, wszystkie wspomnienia. Jak to może sprawiać komuś przyjemność?
- Nie wiem, Rose, nie jestem mordercą.
Rozmawiamy o Clarze i małej pannie McLeen, próbuję przekonać Jamesa, że imię, które wraz z narzeczoną wybrali dla swojej córki, jest krzywdzące. Nie wydaje mi się, żeby Alberta Rafaela miała w życiu łatwo.
Poruszamy także temat wyjazdu do Anglii, po ślubie Jamesa i Clary planujemy we trójkę (czwórkę?) odwiedzić mojego wujka Johna i jego rodzinę, James od zawsze dobrze się z nim dogadywał. Przy okazji odwiedzę dziadków, nie widziałam ich już pawie cztery lata.
No i Jane! Strasznie tęsknię za moją kuzynką.
Słyszymy pukanie do drzwi.
- Proszę.
Do mojej jednoosobowej sali wchodzi mój lekarz.
- Dzień dobry, doktorze Wholman- witam się z mężczyzną.
- Dzień dobry, panno Bennett. Jak się pani czuje?
- Dobrze, dziękuję.
Patrzy na moją kartę zdrowia.
- Ciśnienie i puls w normie, poziom toksyn spada, bardzo dobrze.
- Kiedy będzie mogła opuścić szpital?- pyta James, ja także spoglądam na lekarza.
- Najpóźniej pojutrze, jej organizm pozbywa się przyczyny ataku.
- Znacie ją?- chcę wiedzieć, co wywołało mój stan.
- Tak, wiemy. Proszę poinformować swojego szefa, panno Bennett, o zainicjowaniu śledztwa. Jako pani lekarz śmiem twierdzić, że ktoś próbował panią zabić.



                                                                         ****

Tydzień później

Wyszłam ze szpitala już pięć dni temu, ale od ataku nie pojawiłam się na posterunku w pracy, jedynie spędziłam trzy godziny w moim ulubionym pokoju socjalnym na składaniu zeznań detektywowi Ambrasco.
Powierzono mu to śledztwo, bo najwidoczniej mój niedoszły zabójca to morderca Celii, tylko w moim przypadku użył innej trucizny- talu. Niski poziom magnezu spowolnił jednak jego rozprzestrzenianie, serce przetrwało bez większego uszczerbku.
Jednak mój żołądek nie poradził sobie aż tak dobrze.
Nie najlepiej zniosłam jego płukanie, mam stworzoną specjalną dietę, by go nie nadwerężać.
Chciałam wrócić do pracy w policji, ale kapitan mi nie pozwolił. wręcz zmusił mnie do urlopu.
Plus jest taki, że znowu często pojawiam się na uczelni i Charlotte ma we mnie wsparcie na kółku filmowym. Nasi koledzy za bardzo poszaleli i wybrali do oglądania "Nagą broń", a profesor Evans nie miał nic przeciwko. Obejrzałyśmy film wczoraj razem, by do środy wyrobić sobie na spokojnie opinie o nim.
Jest sobota, wczesne popołudnie.
Właśnie skończyłam sprzątać obie łazienki, zmierzam do kuchni, by zaparzyć sobie  herbatę. Przynajmniej jej d Wholman mi nie zakazał.
Parzę sobie earl grey w największym kubku, jaki mamy w mieszkaniu i wyglądam przez okno. Promienie słońca rozświetlają pomieszczenie, lekkie powietrze wpada przez otwarte okno, wdycham je.
Jest cicho.
Clara i James są na dole, w restauracji, ustalają menu na wesele, to już za niecałe dwa miesiące.
Mam zakaz schodzenia tam, wujek obawia się, że mogę podjeść coś, co mi zaszkodzi.
Bardzo go zmartwiłam pobytem w szpitalu.
Wypijam napój i odkładam kubek do zlewu. Siadam przy stole i przyglądam się zaproszeniu, jakie otrzymałam od narzeczonych. W środku znajduje się ich zdjęcie z wakacji sprzed dwóch lat, które ja spędzałam w Meksyku, a oni na Florydzie.
Nadal są ze sobą szczęśliwi i w sobie zakochani. Cieszę się, że niedługo będziemy oficjalnie rodziną.
Mój uśmiech gaśnie, gdy wzrok trafia na trzy słowa.
"Z osobą towarzyszącą".
Wzdycham i składam zaposzenie.
Powinnam iść z Ianem, w końcu to mój chłopak, ale... boję się.
Nie chodzi o poproszenie go o towarzyszenie, to łatwe.
Boję się, że gdy pojawimy się razem, to rodzina Clary uzna nas za narzeczonych i będzie wypytywała o ślub, tak jak to zrobili kuzynce Clary, Natalii, która na jej trzydziestych urodzinach pojawiła się ze swoim kolegą ze studiów. Po tej imprezie chłopak nie odezwał się do niej ani słowem.
Nie byliśmy z O'Laughlinem na żadnej większej gali czy czymś takim, nie wiem, jak się zachowuje w towarzystwie.
Już lepiej i chętniej poszłabym z Loganem.
Chwila, wróć.
Na co ja liczę?
Logan pojawi się na ślubie, jest przecież dawnym partnerem Jamesa i mogę się założyć o 50 dolarów, że zabierze  ze sobą Sheilę, przecież znowu się spotykają.
Dzwoni mój telefon.
- Bennett, słucham.
- Hej, kochanie, to ja.
- Ian. Cześć. Co słychać?
- Wszystko dobrze. Dzwonię, by spytać, czy nie chciałabyś zjeść dzisiaj ze mną kolacji?
Ponownie wyglądam przez okno. Jest piękna pogoda, ciepło, a ja mam wielką ochotę ubrać sukienkę.
Uśmiecham się.
- Z przyjemnością. Wpadnij po mnie o ósmej.



                                                                    ****



Otwiera przede mną drzwi.
- Mam nadzieję, że ci się tutaj spodoba- uśmiecha się.
Odwzajemniam to.
Wysiadam powoli.
Założenie tej sukienki to chyba nie było dobry pomysł.
Szatyn pomaga mi wysiąść, trzyma moją lewą dłoń.
Na nadgarstku mam trzy bransoletki: ecru z domkiem, czarną z pieskiem i zieloną ze skrzydłem.
(Niestety, nie znalazłam zdjęć moich bransoletek na stronie firmy, z której pochodzą~Cleo)















Mia byłaby nimi wstrząśnięta, z pewnością jej zdaniem nie pasują do stroju.
Ale ich potrzebuję, to moja pamiątka z Wisconsin.
Wchodzimy do restauracji, Ian informuje kelnera o rezerwacji, mężczyzna prowadzi nas do stolika w środkowej części sali, mamy dobry widok na wejście. Ian dziękuje i prosi o szampana, który pojawia się na stole w dwie minuty.
Odsuwa mi krzesło, jest taki szarmancki.
Tylko dlaczego to już na mnie nie działa tak, jak na początku?
Kelner podaje nam karty dań, przez chwilę podziwiam piękno wnętrza restauracji.
- Pięknie tutaj.
Mężczyzna uśmiecha się.
- Chciałem, by ci się podobało. Zasługujesz na relaks po ostatnich wydarzeniach.
Przeglądam menu w poszukiwaniu dania, które będzie zawierało składniki nie zabronione mi do spożywania przez doktora Wholmana.
Ian patrzy znad karty na mnie.
- Możesz wziąć, cokolwiek zechcesz. Ja płacę. Bez sprzeciwu.
Posyłam mu uśmiech.
- Dziękuję, to bardzo miłe  z twojej strony.
Do tej pory zawsze dzieliliśmy rachunek, nie chciałam być zależna. Ale podoba mi się, że chce uczynić ten wieczór przyjemnym.
- Dla mojej pięknej zawsze.
Decyduję się na zupę cebulową, gotowanego kurczaka z warzywami na parze i deser lodowy. To nie powinno wysłać mnie na ostry dyżur.
Rozmawiamy o moim stanie, dziękuję szatynowi za jego obecność przy moim łóżku w szpitalu, poruszamy temat jego pracy. Decyduję się nawiązać do wesela.
- Ian, pamiętasz, że mój wujek żeni się  w lipcu, prawda?
- Oczywiście, że pamiętam, przecież byłem z tobą na przymiarce sukni.
- Wydaje mi się, że to formalność, ale wolę się upewnić. Ian, będziesz moją osobą towarzyszącą na ślubie?
Delikatnie drga i chrząka.
- Widzisz, Rose, eee... nie wydaje mi się.
- Słucham?- w moim głosie już słychać rozczarowanie.
- Ślub jest dwunastego, tak?- kiwam głową.- Ósmego znowu wyjeżdżam do Waszyngtonu, \mam wziąć udział w konwencie prawników, to bardzo ważne wydarzenie w mojej karierze. Wybacz mi, Rose.
- Nie mam co, rozumiem- uśmiecham się sztucznie.- Będzie nudno bez ciebie.
Śmieje się.
- Będziesz się dobrze bawiła beze mnie. Znam cię.
Wraca do jedzenia swojego schabu, a ja zastanawiam się, kogo w takim razie zaprosić na uroczystość.
Siedzę tyłem do drzwi, co chyba także nie było najlepszym pomysłem.
Ktoś je otwiera.
Powiew muska mi skórę, dostaję gęsiej skórki.
Odwracam się w stronę drzwi i...
No nie.
To musi być jakiś wielki żart.



                                                                  ****



Co ona tu robi?!
Dostrzegam ją od razu, gdy tylko przekraczamy próg restauracji.
Wszędzie rozpoznam te brązowe włosy.
Odwraca się, na jej twarzy maluje się zdziwienie.
Jak to jest, że na tysiące restauracji w Nowym Jorku, my musimy spotkać się w tej samej?
- Logan, coś się stało?- pyta Sheila ubrana w obcisłą, czerwoną sukienkę.
- Nie, wszystko w porządku- odrywam wzrok od szatynki.-
Kelner prowadzi nas ku stolikowi, musimy minąć ten Iana i szarookiej.
 Ubrana jest w czarną sukienkę z siateczką na górze i ćwiekami na ramionach. Ma... tatuaż na prawej łopatce?



Mała herbaciana róża i cyfry.
24.06.
Wiem, co to znaczy.
Nagle wraca do mnie wspomnienie naszego tańca, gdy była tak blisko.
Dlaczego mam poczucie, że to szatynka powinna siedzieć na przeciwko mnie?
Mam świetny widok na Rose, rozmawia właśnie z Ianem, zakłada pasmo włosów za ucho, a mnie mocniej bije serce.
I to mnie zarzuciła w zeszłym miesiącu, że mącę jej w głowie.
Odrywam wzrok od dwudziestojednolatki, czytam menu.
Nie mam apetytu.
- ... A na deser weźmiemy lody, jak myślisz, Logan?- słyszę głos byłej narzeczonej, ale nie dociera do mnie sens jej słów.
- Tak, świetnie- odpowiadam uprzejmie, ale obojętnie.
- Na pewno nic ci nie jest?- troska w jej głosie już na mnie nie działa tak, jak paę lat temu, tak samo dotyk jej dłoni nie ogrzewa.
Zerkam ukradkiem na Rose.
- Na pewno. Dziękuję za troskę.
Nie widziałem jej tydzień, a gdy mam po temu sposobność, musi akurat być z tym idiotą, piękna jak nigdy.
Była w środę na posterunku, ale w chwili, gdy wchodziła i opuszczała budynek, siedziałem albo w gabinecie kapitana albo w archiwum.
Ja i moje zakichane szczęście.
Składamy zamówienia i czekając na ich realizacje, Sheila opowiada mi o tym, jak to spędziła miłe wakacje w słonecznej Kalifornii, gdy w tym czasie powinniśmy spędzać tam nasz miesiąc miodowy.
Przyglądam się kobiecie, zastanawiając się, co takiego urzekło mnie w niej kilka lat temu.
Puszyste, długie blond włosy, czerwone usta i błękitne oczy, biust wyeksponowany przez dekolt sukienki, długie zgrabne nogi, jej ruchy.
Kiedyś oddałbym za nie życie.
Teraz to wszystko już na mnie nie działa.
Czy kiedykolwiek ją kochałem?
Tak, ale ta miłość odeszła.
Teraz do mojego serca nieśmiało puka ktoś inny.
- ... No i Charlie pomógł mi z bagażami...
- Charlie?
Nie wiem, kto to, ale jeżeli ten gość był powodem albo jednym z wielu, dla których Sheila zerwała nasze zaręczyny, to chyba powinienem mu podziękować.
- Mój były chłopak. Poznałam go w Sacramento, spotykaliśmy się przez dwa lata, ale nie przyjęłam jego oświadczyn.
- Nadal twierdzisz, że jesteś za młoda na małżeństwo?
- Nie, Logan, ja tylko... Dojrzałam do tego, tylko nie poznałam albo, powinnam powiedzieć, odrzuciłam kogoś, z kim chciałabym założyć rodzinę.
Lekko wzdycham.
- Sheila, wybraliśmy inne drogi po naszym rozstaniu, teraz jestem kimś innym. I ty też.
- Wiem, ja tylko chciałam spytać, czy może chciałbyś spróbować jeszcze raz?
- Każdy ma szansę.
Uśmiecha się promiennie. Odwzajemniam to, ale nie z taką samą radością.
Widzę, jak Rose wstaje i idzie do łazienki. W tym czasie Ian przygląda się sobie w srebrnej łyżce.
Czy ona naprawdę nie widzi, z jakim idiotą się zadaje?
Kolejne pół godziny upływa nam w miłej atmosferze, rozmawiamy o pracy, starych znajomych, wypytuję także kobietę o jej ojca, który od czasów Akademii jest dla mnie ogromnym autorytetem.
- Tata ma się dobrze, dziękuję. W przyszłym tygodniu jedzie do Austin, ma tam jakąś konferencję.
- Pozdrów go, gdy następnym razem będziesz z nim rozmawiała.
- Pozdrowię.
Naszą rozmowę przerywa mój dzwoniący telefon.
Zerkam na wyświetlacz.
"Chase"
- Przepraszam cię, ale to z pracy, muszę odebrać- wstaję z krzesła.
- Rozumiem.
Odchodzę na bok i odbieram.
- Henderson, słucham.
- Cześć, tu Adam. Wiem, że masz już wolne, ale mamy zgłoszenie o morderstwie, dość dziwne.
- Ok, najpóźniej za godzinę będę na miejscu, podeślesz mi adres?
- Jasne. A i gdyby ci się udało skontaktować z Rose, byłoby dobrze. Próbowałem się do niej dodzwonić, ale ma wyłączony telefon. Kapitanowi zależy na jej współpracy w tej sprawie.
Zerkam na jej stolik, właśnie śmieje się z jakiegoś żartu prawnika.
- Jasne, poinformuję ją. Do zobaczenia.
Kończę połączenie i wzdycham.
Świetnie.

Ten wieczór dobrze się nie skończy.





-----------------------------------------------------------------------------------------------------
BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
AleXandra, byłaś blisko ;)

29 komentarzy:

  1. zajebiste! Kurde w końcu się doczekałam ;D fajne bransoletki, a sukienka Rose... No po prostu świetna! Logan ty durniu spotykasz się z tą małpą, bo? A ty Rose, wcale nie lepsza! Ian jest..nudny, głupi, nudny, egoistyczny, nudny, laluś. Czy wspomniałam że jest nudny?! Kurde, zaczynam podejrzewać, że to właśnie Ian chciał zabić Rose.. Nie wiem dlaczego, ale tak myślę xD no nic pozostaje mi tylko życzyć ci ogromnie dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo weny ! :D kurde, jak patrzę na te 'dużo' to się zaczynam zastanawiać, jak się pisze 'dużo' xD no i masiw tenk (ja już nie wiem jak to się czyta xd) ju że piszesz dla nas te zajebiste opowiadanie!
    Dobra, to chyba tyle xd
    ps.: to ja Kama^^, tylko usunęłam tamtego maila, a co z tym idzie, profil na bloggerze i musiałam założyć nowego, a że jestem na telefonie , to nie mogę się zalogować -,-
    więc to ja, Kama^^ , teraz chyba Kamyla, ale nie wiem już co wpisałam xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju ! Jaki niesamowity !!! :3
    Strasznie podobają mi się te bransoletki <3
    A sukienka?
    Mmmmm brak mi słów :D
    Wielki Talent masz i czekam na więcej. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :*

      Mam takie bransoletki (niedokładnie takie, jak na zdjęciach), są świetne ;)
      Polecam firmę ByDziubeka, skąd pochodzą moje.

      Usuń
    2. Dzięki , na pewno sobie je kupie *_* :3

      Usuń
  3. Rozdział jest cuudownnyyyy :D :* Sukienka Rose jest świetna :P No i teraz znów trzeba czekać na kolejny rozdział z niecierpliwością :) :*
    M.K

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty zua kobieto xD
    Ja tu się cieszę, że buzi - buzi a tu BAM xD
    Ale rozdział jest mega :D
    Sukienka Rose jest super, strasznie mi się podoba ^^
    Hihiihi na weselisku bd tany tany xd
    No bo Ian pojedzie więc ... będzie się pewnie działo :D
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział! :D
    Kocham ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam jeszcze wizji sprawy lipcowej, ale coś mi się wydaje, że tańca Rose i Logana nie będzie :P

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  5. Wspaniały. :D Piękna historia. Masz wielki talent :d Mam nadzieję, że kolejne rozdziały będą tak wspaniałe jak poprzednie. Urzekłaś mnie tą historią. Alekx jest niesamowita, chodź nie popieram jej związku z Itanem :D , Logan zabójczy :P Cieszę się, że od razu nie rzuciłaś Aleks w ramiona Logana i tak cudownie umiesz przedłużyć akcje. A i te twoje morderstwa cudo , zachęciłaś mnie tym do czytania kryminałów za którymi wcześniej nie przepadałam :D. Myślę,że następny rozdział pojawi się jak najszybciej, jestem strasznie niecierpliwa :D :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wait.
      Jaka Aleks?
      Jaki Itan?

      Dziękuję za komentarz i miłe słowa, ale coś mi mówi, że nie za bardzo skupiłaś się na nazwach.

      Usuń
  6. Sprawa czerwcowa, mmm ;) Zbliża się wielkimi krokami!
    Rozdział świetny. Oczywiście rozczarowałaś tym pocałunkiem W CZOŁO xD A idź mi z czołem, wolę usta! :D
    Ach, jak mi przykro, że to akurat LOGAN przerwie ten jakże miły wieczór dla Iana i Rose :) Ojej ^^
    Czekam na nn^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze pójdzie, to rozdział 28 będzie już sprawą czerwcową, a sytuacja, na którą tak bardzo czekasz, pojawi się w rozdziale 30 ;)

      Hahaha, wiedziałam, że bd zła :P
      Ale tak było zamierzone ;)

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  7. To jest booooooskie! ♥♥♥
    Kobieto! Jak można tak zajebiście pisać?! No pytam się JAK?!
    Masz super pomysły i już nie mogę się doczekać co wymyślisz w następnych rozdziałach :* :* :* :* :* :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego twierdzisz, że piszę zajebiście? Ja tego nie widzę :D

      Dziękuję bardzo za komentarz :*

      Usuń
  8. doczekałam się! yeaaaah! :D
    ale ja chcę już kolejny, a tu smutek, że trzeba czekać do walentynek na nn :c
    jest świetny, zresztą JAK ZAWSZE :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Właściwie to nie wiem, kiedy pojawi się rozdział 27, chciałabym najpóźniej dodać go w Walentynki, taki mały prezent ode mnie dla moich, tak samo jak ja, chorych psychicznie Czytelników :D
    (bez urazy ;) )

    Dziękuję za komentarz :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejny rozdział za dwa tygodnie? Why? :(((
    Tak, jestem nowa, pochłonęłam wszystko i ojaniemoge :o
    Uwielbiam myśli Logana, to są jedne z moich ulubionych momentów. Kocham to, jak opisujesz zbrodnie i ciała ♥ (tak, to też jedne z najlepszych chwil... :D )
    Ogólnie już chcę czytać dalej! Zakochałam się... ^^
    No więc czekam do następnego piątku... Ale dlaczego?
    Życzę duuużo weny :)))
    Numer10 (z bloga http://67hunger-games.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło powitać nową osobę na blogu :)
      Dziękuję serdecznie za komentarz :*

      Rozdział 27 dopiero ok.14 lutego, gdyż studiuję i aktualnie mam sesje, w tym tygodniu dwa egzaminy.
      Od 7 lutego mam kilkanaście dni wolnego i w tym czasie moim priorytetem jest dodanie rozdziału na mój drugi blog.
      Poza tym muszę jeszcze dokładnie obmyślić plan tegoż rozdziału, by zakończyć maj i przejść do zbrodni czerwcowej.

      Usuń
    2. Oj, no to poczekam i życzę powodzenia na egzaminach :*
      Co konkretnie studiujesz? Przeczytałam tylko jakoś wcześniej, że na Uniwersytecie Jagiellońskim - wow! - ale jakoś nie doczytałam chyba, jaki kierunek :/

      Usuń
    3. Dziękuję :)
      Nie napisałam, co dokładnie studiuję i nie napiszę.
      Niektóre rzeczy wolę zachować dla siebie.

      Usuń
    4. Jasne, szanuję to oczywiście ;))

      Usuń
  11. Czułam, że nie dojdzie do pocałunku Rose i Logana :(
    Tak jak Kamie wydawało mi się, że to Ian chciał zabić Rose o_O Jak ja go nie lubię... -,- Weź się go pozbądź! Ten typ tak cholernie działa mi na nerwy! Nawet Logan na początku opowiadania mniej mnie wkurzał!
    A bransoletki są świetne :) Podobają mi się tego typu ozdoby :)
    Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ogromną satysfakcję z tego, że Ian Was wkurza, po to go stworzyłam :P
      Ale już mówię- nie jest na tyle ogarnięty, by kogoś zabić i nie zostawić śladów. W ogóle O'Laughlin nie ma żadnych powiązań z Celią, a zaznaczam, że morderca Shirley to też prawie zabójca Rose.

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  12. Sherii Castle3 lutego 2014 12:22

    Przepraszam, za dluga nie obecnosc. Rozdzial jest GENIALNY. Przezylam szok, gdy okazalo sie ze ktos probowal zabic Rose. Nie spodziewalam sie tego. Umiesz swietnie zaskakiwac. Nigdy nie wiem czego sie spodziewac. Uwielbiam czytac twoje historie. Jestes genialna i madra. Swietnie to wykorzystujesz. OGROMNE GRATULACJE I N IE MOGE SIE DOCZEKAC KOLEJNEGO ROZDZIALU.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział:-) Czemu on ją pocałował w czoło? Rose miala piękną sukienkę:-) :-)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę mnóstwa weny.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Guardian Angel

    OdpowiedzUsuń
  14. Genialnie piszesz!
    Coś czuję,nże będę wpadać częściej ^^
    Pozdrawiam i życzę dużooo weny
    Teabunny

    OdpowiedzUsuń

Komentarze mile widziane :)