niedziela, 8 czerwca 2014

37 You are a miracle

   Dziękuję Magdycji za pomysł :* Ale czuję, że to najgorsza sprawa, jaką napisałam, jestem nią zmęczona i nieusatysfakcjonowana. Masa nieścisłości, pisane, by skończyć i brać się za wrzesień.
   Kabarety pomagają przy pisaniu.
   Wreszcie jestem w pełni gotowa, by zmierzyć się z Rogan.
   Oficjalnie uzależniona od zielonej herbaty. Gorzka czekolada, anime i mogę pisać.
   Rozdziały nazwane, teraz należy zmierzać z opowiadaniem ku śmierci...
   Walka z komarami jest jak walka Nathiela z demonami - te ścierwa i tak wracają.
  
  
------------------------------------------------------


 Nie wszyscy są przygotowani na to, 
co może przynieść im  życie.
Cleo Miachar Cullen



Berniemu,
za zaufanie, którym mnie darzy.
Nie masz pojęcia, 
w co się wpakowałeś.
:*


Idzie.
Z najszczerszymi życzeniami w dniu 14. urodzin.
By każdy zawód spotykany przeze mnie
był wynagradzany przez Rogan.
Wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń
kochana! :*





   Patrzy na mnie.
   Nic nie mówi, jego twarz jest bez wyrazu, ale w jego oczach widzę stopniowo narastającą złość. Gniecie serwetkę. Zaciska usta w wąską kreskę. Wygląda jak ktoś, kto chce kogoś za chwilę uderzyć. Zaczynam się go bać.
   Oddycha głęboko, by się uspokoić.
   Spuszczam głowę, czując łzy pod powiekami. Ta przytłaczająca cisza mnie przeraża. Zaciskam dłonie w pięści.
   - Proszę - szepczę. - Powiedz coś.
   - Co mam ci powiedzieć? - Jego głos jest szorstki. - Zdradziłaś mnie. Ja... muszę to przemyśleć.
   Odkłada sztućce, wyciera usta w serwetkę, którą przed chwilą zgniótł, po czym wstaje i opuszcza lokal bez pożegnania. I bez płacenia.
   Przełykam łzy, straciłam apetyt na sałatkę. Wypijam resztę wody ze szklanki i proszę kelnera o rachunek.
   Całe szczęście, że możliwa jest płatność kartą. Ian nigdy nie wybierał pospolitych dań, takich w normalnych dla zwykłych śmiertelników cenach, tylko jakieś łososie, kawiory. Pieniądze wyrobiły mu kulinarny gust. Dlatego nigdy nie jedliśmy w "Darcy's", to nie ta liga dla szatyna. Choć ja zabiłabym za zapiekankę Chrisa. Nastolatek zdobył nią moje serce.
   Wychodzę z restauracji i rozglądam się po okolicy. Nigdzie nie widzę Iana ani jego samochodu. Wzdycham. Świetnie. Mam nadzieję, że nikogo nie zabije, rozgniewany jest jak tykająca bomba, na kimś lub czymś z pewnością się wyżyje.
   Wsiadam do swojego samochodu, szukam w torebce telefonu. Trzymając go już w ręce, wybieram znany mi już na pamięć numer. Ocieram twarz ręką, nie pozwalając jedynej łzie popłynąć po policzku. Zerkam w lusterko, sprawdzam, czy się nie rozmazałam. Ale co taka mała kropla wody mogłaby zrobić?
    Wciąż nie odbiera. Wzdycham. Proszę, odbierz!
   Piąty sygnał, a ja znowu czuję łzy pod powiekami.
   - Henderson, słucham.
   Tłumię szloch.
   - Logan, nareszcie. Gdzie jesteś?
   - Rose? Co się stało?
   - To nieważne. Gdzie jesteś?
   - Na Bronksie. Nie mamy dokładnego adresu Nathana Rodgersa, tylko obszar, popytam ludzi, może ktoś go zna i mógłby pomóc nam go znaleźć. Właśnie dojeżdżam do księgarni przy Neill Avenue.
   - Poczekaj tam, już jadę.
   - Rose, nie musisz, pora...
   - Jadę - przerywam mu, rozłączam się i odpalam silnik.
   Muszę się czymś zająć, by nie myśleć o tym, że zrujnowałam dzień i być może przyszłość kogoś, kogo kocham.



                                                 ****



   Parkuję naprzeciwko księgarni. Logan opiera się o maskę swojego samochodu i pije kawę ze styropianowego kubka. Przechodzę przez ulicę i podchodzę do niego.
   - Cześć.
   Patrzy na mnie przez chwilę, po czym delikatnie się uśmiecha, o nic nie pyta, za co jestem mu wdzięczna.
   - Dzień dobry. - Otwiera drzwi od strony pasażera i ze skrytki wyciąga małe opakowanie jakiś słodyczy.
   - Proszę, to dla ciebie.
   Wręcza mi pakunek - malinowe m&m's. Skąd wie, że je uwielbiam?




Skosztowałabym ^^


   Biorę je i blado się uśmiecham.
   - Dziękuję, to moje ulubione.
   - Wiem.
   Znamy się dopiero dziesięć miesięcy, a brunet wie o mnie tyle, co Pablo przez ponad rok naszego związku. Zwraca uwagę na wszystko, co robię i mówię, zapisuje to sobie w głowie, by nigdy mnie nie zawieść, nie obrazić czy poniżyć. A ja od tygodni robię tylko jedno - ranię go.
   Próbuję skupić myśli nad sprawą, a oddalić te o tym, jaką jędzą jestem.
   - Wyjaśnij mi coś. Jakim cudem nie mamy adresu podejrzanego? Przecież musi być gdzieś zameldowany.
   - I jest. - Przeczesuje dłonią włosy. - Według wszelkich dokumentów powinien mieszkać nad tą księgarnią. - Wskazuje na nią dłonią.
   - Ale... - Dobrze wiem, że coś jest nie tak.
   - Według właściciela kamienicy Nathan wyprowadził się z mieszkania rok temu.
   - To gdzie on szedł po pracy każdego dnia przez ostatnie dwanaście miesięcy? Nikt ze znajomych go nie odwiedzał?
   - Z zeznań wynika, że nie. Przez kolegów i koleżanki z pracy oceniany był jako samotnik, osoba aspołeczna. Nie miał bliższych przyjaciół, jego matka zmarła kilka lat temu, ojciec zostawił rodzinę, gdy Rodgers był dzieckiem, a jego starsza siostra, od kiedy się usamodzielnił, mieszka w Indianapolis ze swoją rodziną, widują się dwa razy do roku.
   Ponownie otwiera drzwi samochodu, sięga po teczki i podaje mi jedną.
   - W środku jest zdjęcie podejrzanego, będziemy pokazywać je mijanym  ludziom i pytać ich o Rodgersa. Proszę, byś przypięła plakietkę, aby była widoczna. Obszar to jeden kwartał, musimy zrobić to jak najszybciej. Rodzina denatki chce wyprawić pogrzeb jeszcze w tym tygodniu.
   - Więc bierzmy się do pracy.



                                         ****



   Trzy godziny później wiemy niewiele więcej niż przed rozpoczęciem tej "misji". Kilka osób wspominało, że widziało ostatnio Rodgersa w okolicy, ale nikt nie umiał nam powiedzieć, gdzie on mieszka.
   Docieramy na teren starej fabryki, nie spodziewam się spotkać tu kogokolwiek. No chyba, że jakiś narkomanów.
   Idziemy ramię w ramię równym krokiem, rozglądając się wokół. Opuszczony, duży budynek z czerwonej cegły straszy wybitymi oknami przypominającymi puste oczodoły.Wiatr wywiewa z niego kurz i stare gazety. Przechodzi mnie dreszcz, pomimo słońca czuję chłód na skórze. Logan zerka na mnie. Pewnie w tym momencie zarzuciłby mi na ramiona marynarkę, gdyby ją tylko teraz miał.
   Odkryta przestrzeń nam nie pomaga, jesteśmy łatwym celem dla potencjalnego snajpera. Mam ochotę skryć się za plecami bruneta, ale nie mogę wyjść na tchórza. Rozglądam się wokół, wyczuwając czyjąś obecność. Przy zachodniej ścianie dostrzegam czającą się postać.
   - Logan. - Zatrzymuję się. - Tam ktoś jest.
   Jego wzrok podąża za moim spojrzeniem. Brunet powoli sięga po broń założoną za pasem.
   - Udawajmy, że go nie widzimy i chodźmy dalej.
   Staram się iść takim samym krokiem, jak wcześniej, ale zdaję sobie sprawę z napięcia moich ramion. Także niebieskooki jest spięty.
   Nieznajomy nas dojrzał, przemyka teraz chyłkiem ku południowej ścianie, przyspieszamy.
   - Nie możemy dać mu uciec. - Logan jest przejęty. - To może być Rodgers albo jakiś jego kumpel.
   - Idź w drugą stronę, ja pójdę jego śladem - szepczę.
   - Rose, nie masz broni.
   - Za to mam mięśnie. Dam sobie radę.
   Patrzy na mnie przez chwilę, wzdycha, pochyla się i całuje mnie w czoło.
   - Proszę, bądź ostrożna.
   - Ty też. Idź już, bo nam ucieknie.
   Popycham go i sama przesuwam się wzdłuż ściany, po chwili zaczynam biec, starając się nie narobić hałasu i nie przewrócić w sandałkach. Chociaż cieszę się, że nie zdecydowałam się na koturny.
   Czujna obserwuję otoczenie, nasłuchuję, skradam się. Słyszę towarzyszące szamotaninie dźwięki. Wybiegam zza rogu i widzę pistolet leżący na betonie kilka metrów od mężczyzn. Wysoki blondyn przyciska Logana do ściany, gotowy wymierzyć cios w twarz. Przechodzę bezszelestnie za jego plecy, brunet mnie dostrzega, jego źrenice rozszerzają się. Pokazuję mu palcem, by zachował spokój i się nie ruszał. Kiwa głową, blokując dłonią pięść przeciwnika, normalnie jak w jakimś anime. Przechodzi pod unieruchomionym ramieniem blondyna, a ja podcinam wrogowi nogi. Leci na twarz, ale nie spotyka się z betonem, brunet chwyta go za koszulkę.
   - Kim jesteś? - Głos Logana jest srogi.
   - Puść mnie! - Mężczyzna próbuje się uwolnić, ale rezygnuje z tego pomysłu, chyba nie chce się poobijać.
   - Dobra, już spokojnie. Jestem Nathan Rodgers.
   Oddycham z ulgą. Mamy cię.
   Logan puszcza koszulkę mężczyzny, który upada na kolana. Nie spodziewałam się takiej siły u niebieskookiego.
   - Dlaczego uciekłeś wczoraj z miejsca zbrodni? - Logan za nic ma w tym momencie kulturę.
   - O czym wy mówicie?!
   - Proszę nie udawać idioty, panie Rodgers - odzywam się po raz pierwszy. - Dobrze wiemy, że zabito wczoraj pana klientkę, Tanyę Venturę, a pan jest głównym podejrzanym w tej sprawie.
   Patrzy na mnie i dostrzega plakietkę.
   - NYPD? Jesteście z policji? To wy prowadzicie tą sprawę?
   - Tak. I jest pan nam potrzebny, by ją zakończyć. Czy pojedzie pan z nami na posterunek? - pytam go uprzejmie, a nie rozkazuję, chcę, by nam zaufał.
   - Pojadę. Muszę wam udowodnić, że to nie ja jestem zabójcą.
   - Więc proszę z nami.
   Mężczyzna wstaje i zrównuje z nami krok.
   - Nic ci nie jest? - pyta mnie Logan.
   - Nie. - Uśmiecham się do niego. - Tylko trochę boli mnie noga, ale to nic, za chwilę minie.
   Szybkim krokiem wracamy przed księgarnię, przechodzimy te kilkanaście ulic w rekordowym tempie.  Logan każe Nathanowi zająć miejsce z tyłu. Stoję przy jego samochodzie i patrzę na niebieskookiego.
   - Ale powinniśmy zająć się twoją twarzą. - Zbliżam się do niego. - Nie wygląda ona najlepiej.
   Patrzy na mnie zaskoczony, czyżby nie czuł bólu?
   Ma zdartą skórę na policzku, zeschniętą krew, a w ranie drobiny pyłu z cegły. Ostrożnie dotykam tego miejsca, brunet lekko syczy.
   Czyli jednak coś czuje.
   - To nic. Rodgers walnął mną o ścianę bokiem, to wtedy się tego nabawiłem.
   - Jeśli tego nie przemyjemy, może się wdać zakażenie. Zajmę się tym.



                                                     ****



   Chase i Gomez rozmawiają z Rodgersem, a ja z Loganem jesteśmy w pokoju socjalnym. Wzięłam ze sobą apteczkę z bufetu, by opatrzyć mojego szefa.
   Pan Czyste - Niebo siedzi na kanapie zwrócony w stronę okna, a ja delikatnie przemywam mu twarz watą nasączoną wodą utlenioną. Początkowo Henderson krzywi się, ale z czasem przyzwyczaja do szczypania. Rana jest dość mocno zabrudzona, musiał się mocno otrzeć o tą ścianę.
   Staram się być opanowana. Logan wygląda przez szybę i spokojnie oddycha. W pokoju zalega cisza odrobinę zakłócana przez uliczny gwar. Wpadające do pomieszczenia powietrza ochładzane jest przez delikatny wiatr. Skóra bruneta jest miękka i miła w dotyku. Oczyszczona rana nie wygląda już tak paskudnie jak wcześniej. Zaróżowiona zaczęła się już zasklepiać na obrzeżach. Sięgam do apteczki po plaster. Jestem tak blisko Logana, że czuję zapach jego wody kolońskiej i bijące od niego ciepło. Zaczynają drżeć mi ręce, mam mały problem z odłączeniem części klejącej od plastra. Udaje mi się to po wzięciu głębszego oddechu.
   Przyklejam go na policzek mężczyzny, starając się, by jego rogi się nie podwinęły, by leżał idealnie.
   - Gotowe.
   Chowam buteleczkę wody utlenionej do apteczki i poprawiam bluzkę, nie skora spojrzeć mu w twarz.
   - Dziękuję. - Dotyka policzka. - Zostanie blizna?
   - Raczej nie, więc nie będziesz odstraszał bandytów.
   - To chyba lepiej, nie odstraszę potencjalnej żony.
   Uśmiecham się pod nosem i kieruję ku wyjściu. Słyszę jeszcze, jak wzdycha.
   - Powiesz mi, co się stało? - Dobiega mnie jego głos.
   Odwracam się ku niemu, a uśmiech na mojej twarzy gaśnie.
   - Wyznałam Ianowi, że się całowaliśmy.
   Brunet wstaje gwałtownie z kanapy.
   - Proszę, powiedz, że cię nie zostawił.
   - Zostawił mnie samą w restauracji. Ale ze mną nie zerwał, jeśli o to ci chodzi. Jeszcze.
   - Będzie idiotą, jeśli tak uczyni.
   Zaskoczona zerkam na niego. Wydawało mi się, że nasz pocałunek coś dla niego znaczył. Myślałam, że będzie chciał jak najszybciej zająć jego miejsce u mojego boku. Czyżby kolejna pomyłka w ciągu doby?
   Bez słowa sięgam do klamki, która nagle idzie w dół. Omal nie obrywam w nos. Dobrze, że to Adam, który jest spokojny i opanowany, a nie Diego, który pewnie wyrwałby drzwi z zawiasów i przy okazji śmiałby się z mojego rozwalonego nosa.
   - Przepraszam, Rose. Nie uderzyłem cię?
   - Nie, nie uderzyłeś. - Uśmiecham się. - Coś się stało?
   - Rodgers chce z wami rozmawiać.
   - Dlaczego? - Logan jest odrobinę zaskoczony. - Nic wam nie powiedział?
   - Powiedział i to dużo, sprawdzamy jeszcze raz czas zbrodni, ale najwidoczniej to nie on jest naszym mordercą.
   - Więc kto? - Nie mam humoru, by szukać odpowiedzi na jeszcze więcej pytań.
   - Właśnie o tym chce z wami porozmawiać.
   Logan zrównuje się ze mną i wychodzimy z pokoju socjalnego, zmierzamy ku jednemu z pokoi przesłuchań.
   Brunet otwiera przede mną drzwi. Nathan wstaje z miejsca, gdy wchodzimy do pomieszczenia. Uśmiecha się niepewnie i patrzy na mnie.
   - Przepraszam, że pana zaatakowałem, panie detektywie. - Logan kiwa głową na znak przyjęcie przeprosin. - Za to pani detektyw jest silna, pani podcięcie było niesamowite.
   - Dziękuję. - Uśmiecham się, siadając. - Ale nie jestem detektywem, tylko konsultantem.
   - Konsultantem? A w jakich sprawach? - Blondyn wyraźnie jest mną zainteresowany.
   Wzdycham cicho.
   - W przeróżnych. - Niebieskooki nie ma ochoty na pogawędkę zapoznawczą, jesteśmy w środku śledztwa. - Dlaczego poprosił pan o rozmowę z nami, skoro przesłuchiwali pana inni detektywi?
   - Ponieważ to państwo mnie znaleźliście i zaoferowaliście pomoc przy oczyszczeniu się z możliwych zarzutów.
   Zerkam w notatki Chase'a.
   - Twierdzi pan, że w chwili zabójstwa wyszedł pan. Dokąd? Nikt pana nie widział.
   - Do pokoju obok, gdzie mam gabinet.
   Wymieniam z Loganem spojrzenie.
   - Obok pomieszczenia, w którym leżały zwłoki, nie ma innego pokoju.
   Nathan parska śmiechem.
   - Oczywiście, że jest, naprzeciwko leżanki są do niego drzwi.
   Próbuję przypomnieć sobie, jak wyglądał wczoraj pokój. Dobrze, że wyćwiczyłam tworzenie pałacu pamięci w głowie. Zamykam oczy, by jak najlepiej wrócić do wspomnień.
   Ściana, o której wspomniał Nathan, wczoraj zakryta była ciężki, wysokim, czarnym parawanem.
   - Ranie Rodgers, czy przesuwał pan parawan?
   - Słucham? Nie. Gdy poszedłem do gabinetu, zamknąłem drzwi, ale nie na klucz, za chwilę miałem wracać do pani Ventury, po czym zająłem się wypisaniem usługi, jak to mamy w zwyczaju. Usłyszałem, jak ktoś się szamocze, a później przesuwa coś ciężkiego. Chciałem wrócić, ale gdy chciałem otworzyć drzwi, nie umiałem. Próbowałem, ale po kilku minutach nadal tkwiłem w gabinecie. Nasze telefony w salonie nie działają, bo mamy jakieś problemy z operatorem, komórkę zostawiłem w pokoju, do którego właśnie zablokowano mi drogę. Usłyszałem krzyk kobiety. Jedynym sposobem, by wyjść z gabinetu, było przejście przez okno. Przedostałem się nim na tył salonu. Chciałem wrócić do budynku, ale właśnie podjeżdżał radiowóz, wybiegający z zaułka mężczyzna nie wyglądałby normalnie, więc zbiegłem ku drugiej przecznicy, a później wróciłem do domu. Nie mógłbym pokazać się w pracy, bo od razu zadzwoniono by po policję, nikt nie chciałby mnie wysłuchać, tylko od razu trafiłbym do aresztu.
   - Domem nazywa pan starą fabrykę? - Logan patrzy na niego podejrzliwie.
   - Tak. Zaadaptowałem jej część na mieszkanie.
   - Dlaczego?
   - Bo to moja fabryka. Odziedziczyłem ją po wujku rok temu, ale nie mogłem się zameldować na jej adres, więc nie jestem zameldowany nigdzie, a wszelka poczta przychodzi na dawny adres mojej siostry, do jej współlokatorki, a mojej dziewczyny, Helen.
   - Dlaczego pan z nią nie mieszka?
   - Bo oprócz Helen w mieszkaniu są jeszcze jej trzy siostry, dwa koty i żadnego wolnego łóżka.
   - Rozumiem.
   - Panie Rodgers, w jakim stopniu znał się pan z panią Tanyą Venturą? 
   - Była moją nauczycielką angielskiego w podstawówce. Ponownie spotkaliśmy się właśnie rok temu, gdy przyszła do salonu na masaż, by się odstresować. Zostałem jej masażystą, a także udzielałem korepetycji z biologii jej córce.
   - Czy podczas masażu rozmawialiście państwo o życiu prywatnym, pracy, problemach?
   - Podczas samych masaży nie, ale po nich zdarzało się nam zamienić kilka słów.
   - Skarżyła się na coś?
   - Nie. Chociaż... trochę na swojego wydawcę, która pośpieszała ją, bo ponoć zbliżał się termin oddania maszynopisu, co trochę panią Venturę stresowało.
   - Czy pamięta pan wisiorek, który nosiła na szyi?




   - Tak. Srebrny, prosty łańcuszek z dużym, ciężkim wisiorkiem w kształcie serca. To był prezent pożegnalny od jej męża, dostała go w dniu ich rozwodu. Podejrzewam, że nadal go kochała, ale nie umiała już z nim żyć. Nosiła go, by nie zapomnieć o ich wspólnych latach. Gdy pojawiła się w salonie ze swoją wydawcą, widziałem pożądliwy wzrok tej całej Heighl, jakby też chciała taki mieć.
   Patrzę zaskoczona na blondyna.
   - Pani Heighl była kiedyś w salonie?!
   - Tak. Nie mówiła państwu o tym?
   Wymieniam z Loganem spojrzenie, a w mojej głowie elementy układają się w całość.



                                            ****



   - Dlaczego zataiła pani przed nami, że była raz z Tanyą w salonie masażu?
   - Bo to nie było ważne, prawda?
   Wzdycham. Ignorancja tej kobiety przyprawia mnie o ból głowy. Nie nabieram się na jej niewinność, od kiedy Nathan opuścił posterunek, mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by znaleźć dowody na Evę. Pojawiła się tutaj dopiero przed dziewiętnastą, więc Sue bez presji ściągnęła odciski z noża znalezionego między drzwiami do gabinetu Nathana a przesuniętym z trudem przez Heighl parawanem. Poza tym przesłuchaliśmy współpracowników kobiet z wydawnictwa, którzy potwierdzili moje przeczucie: Eva jest zakochana w byłym mężu Tanyi, który nadal spędzał dużo czasu z denatką. Mamy jeszcze coś - w wydawnictwie Heighl opowiadała, że Tanya kradła jej wiersz.
   Mamy cię.
   Logan bez niepotrzebnych wstępów przedstawia dowody obciążające bizneswomen, argumentuje motyw, a Heighl z każdym zdaniem bruneta blednie coraz bardziej.
   - Tak, zrobiłam to! Zabiłam tą sukę, bo miała wszystko, a ja nie miałam nic!
   Logan wyprowadza kobietę, a ja kataloguję sprawę i wynoszę karton do archiwum. Czuję się zmęczona. Rozwiązaliśmy tą sprawę w ciągu dwóch dni, w szaleńczym tempie. Czuję, jak palą mi się przewody nerwowe w głowie. Potrzebuję chwili spokoju.
   Brunet kończy pisać raport, zanosi go kapitanowi do gabinetu, wracając, zatrzymuje się ze wzrokiem utkwionym w koniec korytarza. Słyszę dźwięk otwieranych drzwi windy. 
   Niebieskooki wita się z kimś chłodno, po czym wchodzi do biura, chwyta moją torebkę z krzesła i wpycha mi ją w ręce, przy okazji każąc wstać.
   - Hej, co robisz?
   - Pomagam szczęściu do ciebie wrócić. - Popycha mnie na korytarz. - Miłego wieczoru, Bennett.
   Zdezorientowana opuszczam biuro i dostaję małego zawału serca. Przede mną stoi poważny Ian w garniturze, z bukietem herbacianych róż w rękach.
   Przełykam ślinę, czując ciężar na sercu i podchodzę do szatyna.
   - Cześć. Co tu robisz?
   - Porozmawiamy na zewnątrz, tylko, proszę, chodź ze mną.
   Idę za nim, przejęta tym, co ma się za chwilę wydarzyć. Zjeżdżamy na parter i opuszczamy budynek policji.
   - Proszę, to dla ciebie.
   - Dziękuję. - Uśmiecham się szczerze. - To moje ulubione.
   - Teraz już wiem. Rose, muszę ci zadać pytanie. Czy ten pocałunek - z trudem przychodzą mu te słowa - to była jednorazowa chwila słabości?
   - Tak. - Czuję łzy pod powiekami. - To było tylko raz i przyrzekam, nigdy więcej się nie powtórzy. Kocham cię, Ian. Przepraszam.
   - Ja też cię kocham. - Całuje mnie delikatnie. - I ani myślę cię zostawić. Jesteś cudem.
   Moje szczęście wróciło. Muszę komuś podziękować.



                                               ****



   Wbiegam na trzecie piętro, jak przed dwoma miesiącami, ale tym razem z radością w sercu. Mały pakunek odrobinę ciąży mi w dłoni, ale nie zmieniam tempa. Stając przed drzwiami, próbuję unormować oddech i poprawiam sukienkę. Dzisiaj muszę być elegancka. Pukam. Po chwili w drzwiach staje Mia.
   - Rosie, jak miło, że przyszłaś. Wejdź, proszę.
   - Cześć. Ja tylko na chwilę. Mogłabyś zawołać brata?
   - Oczywiście. - Odchodzi w głąb mieszkania. - Logan, masz gościa!
   Kobieta wraca do zabawy, a w przedpokoju pojawia się brunet.
   - Dzień dobry, Rose. - Uśmiecha się do mnie. - Ślicznie wyglądasz.
   - Cześć. Dziękuję. Ty także prezentujesz się nie najgorzej. - Wchodzę głębiej, nie będę składała mu życzeń przez próg. - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Dużo zdrowia, szczęścia, miłości, przyjaźni, byś wytrzymywał w pracy ze mną i Chigi, spełnienia marzeń. Proszę, to dla ciebie.
   Podaję mu prezent, jego uśmiech się rozszerza.
   - Dziękuję. - Odkłada podarunek na komodę i przytula mnie. - Cieszę się, że przyszłaś.
   Oddaję uścisk.
   - Ale tylko na chwilę, Ian czeka na dole.
   Wypuszcza mnie z objęć.
   - Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.
   - Ja też. Dziękuję, że wtedy do niego zadzwoniłeś.
   - Chciałem, byś była szczęśliwa.
   - Jestem. 
   - Ja także.
   Patrzę w jego niebieskie oczy i cieszę się, że mam tak dobrego przyjaciela.
   - Idź już. Nie każ mu czekać.
   Podchodzę bliżej, wspinam się na palce i całuję go w policzek.
   - Dziękuję, za wszystko. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Miłej zabawy.
   - Tobie również. Do zobaczenia.
   Szczęśliwa, lekka schodzę na dół, by udać się z moim chłopakiem na spektakl. Czuję się wdzięczna i dłużna brunetowi. Co ja mogę dla niego zrobić?


   Jestem szczęśliwy. Jestem szczęśliwy, bo ona jest szczęśliwa.

   Kogo ja próbuję oszukać?
   Cierpię.

     
Ian, who do you think you are? ~ team Rogan

35 komentarzy:

  1. Jej ostatnia część jest taka smutna. Biedny Logan ;c
    Jak dla mnie "Będzie idiotą jeśli,i tak uczyni" brzmi śmiesznie, ale to tylko moje zdanie. Ogólnie nie wyłapałam literówek. Czekam tylko aż w końcu zerwą i Rose będzie wolna.
    Uwielbiam "Jar of hearts", ale i tak moją ulubioną jej piosenką jest "Human" <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za trzy rozdziały Ian zniknie, nie martw się ;) Nie mogę się doczekać, aż będę opisywać, dlaczego zerwą ^^
      Nie wyłapałaś literówek? Może ich nie ma? Nie jestem pewna, może nie ma, bo przepisywałam rozdział o normalnej godzinie, tj. 14 - 16.
      A ja właśnie kocham "Jar of hearts" <3

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  2. Jakiej kutwa śmierci?! A, no chyba, że Rose chcesz uśmiercić, to nie ma sprawy (ja - taka miła XD). No oczywiście jeżeli się zmieni jej stosunek co do Logana - to jak najbardziej, nie będę miała nic przeciwko, ale w głowie wciąż będę miała jej odrzucenie... biedak ten Logan :c
    Mwahahha! Najbardziej epickie porównanie świata XD!
    "Walka z komarami jest jak walka Nathiela z demonami - te ścierwa i tak wracają" - chyba to gdzieś opublikuje XD!
    Rozumiem w sumie Iana - chociaż jest chamem, to go rozumiem. Przynajmniej jej nie przywalił. No, ale zapłacić by mógł za te drogie jedzonko (więc i tak jest chamem).
    Malinowe m&m'sy?! Kurdę! To takie istnieją?! Żarłabym! (nie jadła).
    Rose w końcu zaczyna myśleć. Brawo. Tak, ranisz go, dobrze, że to zauważyłaś XD! No, ale lepiej późno, niż wcale!
    Fragment w tym budynku już był czytany, tak więc się nie powtarzam!
    Pan czyste-niebo - not bad XD
    Tak, Rose, ty i twoje myśli. Ja widzę w tym coś głębszego. Logan czuje się winny temu pocałunkowi! Rose, jeszcze raz i zadźgam cię tępym nożem D: może w odgadywaniu kto zabił, kto zrobił jest mądra, ale w uczuciach - za cholerę.
    W sumie sprawa poszła szybko - i dobrze.
    Mam ochotę kląć. Naprawdę *#*($(I$ mam ochotę kląć. Że co do I#U$ui$IU# nędzy? Jak ona mogła do niego wrócić?! A ten @*#&*@&*@ co on tu @#*##* robi?!?!?! Teraz jeszcze bardziej jej nie lubię. SPOJRZYJ PRAWDZIE W OCZY! Ty Logana kochasz, a nie tego UI#IUI@#IO#OI@IOIO#IO#IO@IO@ IANA! Nosz, w dupę jeża! AAAAAA! Muszę się opanować.
    Biedny Logan, będę płakać :c głupia Rose, idź się utop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naff, Twoje komentarze przejdą chyba do historii. Tak, dobrze przeczytałaś, do śmierci :P
      To porównanie wzięło się stąd, że drugi raz przeczytałam wszystkie rozdziały Twojego opowiadania, przy okazji zabijając komary, które wleciały pod wieczór przez otwarte na oścież okno do mojego pokoju.
      Wiesz, znalazłam ich zdjęcie, więc chyba istnieją. W Ameryce ;)
      Nie płacz, Naffie *podaje chusteczki i przytula*
      Teraz będzie sprawa, po której wszyscy pomachamy Ianowi z uśmiechami na twarzy i będziemy zgodnie krzyczeć: "Nara, idioto!" :D
      Nadal nie lubisz Rose i to mnie cieszy. Ogarnie się, ale na to trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
      Cieszę się, że się podoba.

      Dziękuję za komentarz :**

      Usuń
    2. Dlaczegóż to przejdą do historii XD?! Bo jest tam tyle ocenzurowanych słów, są przepełnione głupotą, emocjami, czy po prostu bo są moje XD? a muahahha.
      Ojej, czytałaś drugi raz moje opowiadanie :c? To takie słodkie. Wzruszyłam się! *łezka* Dziękuję za chusteczki, skorzystam z następnej :c *sniff sniff*
      TAAAAAAAAAK! Dobrzeeee! Wypad, ty niemyty chamie prawniczy! Kawior ci na drogę! >D
      To czekam na to jej ogarnięcie. Na razie to robisz wszystko, żebym się na nią wkurzała XD! A grrr. Wiesz jakie mam emocje, jak czytam twoje rozdziały? No, normalnie czasem mnie nosi! Ale mi się to podoba, bo nikt nie jest idealny, a ty to świetnie przedstawiasz.
      Dobra, znowu się rozpisuję D: to dlatego, że mnie stopa boli *sniff sniff*

      Usuń
    3. Biedna Twoja stopa.
      Wiesz, czemu do historii? Bo Twoje komentarze to istne perełki! Przykład? "A, no chyba, że Rose chcesz uśmiercić, to nie ma sprawy (ja - taka miła XD)" :d
      Tak, przeczytałam, gdy odpoczywałam po Kimi ni Todoke.
      Moim zamiarem jest wkurzyć czytelników nieogarnięciem Rose w sprawie uczuć, cieszę się, że mi się to udaje.
      Lubię, jak się rozpisujesz, bo lubię prowadzić z Tobą konwersacje :)

      Usuń
    4. Wiem, że biedna :c Aruś wczoraj jak byliśmy na koszu, podniósł mnie do góry, a że zatkałam mu nos, to mnie przypadkiem zrzucił na dół i zrobiłam sobie kuku w stopę *sniff sniff* Ta moja głęboka historia XD zapewne ujęła cię za serce!
      Ojej *__* jestem taka szczęśliwa, że moje komentarze ci się podobają! Po prostu czytając, nigdy nie mogę powstrzymać się od pisania długich esejów XD! Szczególnie, gdy emocje we mnie wybuchną! Jestem taka uczuciowa, że zaraz popłaczę się czytając treść tego komentarza :c
      Zdążyłam się zorientować, że taki był twój cel XD. Idealnie ci to wychodzi. A ja uwielbiam bohaterów z wadami! Każdy w końcu jest tylko i wyłącznie człowiekiem. Nienawidzę, gdy wchodzę na jakieś opowiadanie i każda postać jest taka sama, szara, idealna :c po to są opowieści, żeby ludzi wzruszały, wkurzały i wywoływały u nich skrajne emocje! (Dalej, Naff! Napisz o tym wypracowanie, bo mało było ci w szkole!)
      Ehm, ehm. Ja także uwielbiam z tobą prowadzić konwersację. Myślę, że gdybyśmy miały razem pisać listy, to by dopiero było śmiesznie XD pięć tysięcy kartek na różne tematy! (szczególnie znając mnie i moją gadatliwo-pisowatość! - ach, te piękne neologizmy wychodzące spod moich zgrabnych, długich i krzywych palców!)

      Usuń
    5. Wierz mi, że mnie urzekła. Nauczka na przyszłość - jeżeli ktoś cię podnosi, pod żadnym pozorem nie zatykaj mu nosa!
      Jeżeli chcesz, to płacz, pożyczę chusteczki jeszcze raz ;)
      Kocham długość Twoich komentarzy - esejów <3
      Ja też! Bohater musi mieć jakieś wady, a nie być krystalicznie czystym!
      Pisz wypracowanie i podeślij do oceny :D
      Wiesz, myślałam o tym, żeby pisać z kimś z blogosfery, ale byłby mały problem gdyż nie mieszkam pod adresem zameldowania, na który przychodzi wszelka moja poczta. Ale jak chcesz, to możemy pisać :D
      Już sobie wyobrażam te listy Naffa, który narzeka na wszystko, na czym świat stoi, płacze nad losem bohaterów i opisuje swoje piękne życie u boku Arusia :D

      Usuń
    6. Tak. To bardzo głęboka przestroga na przyszłość :c *sniff sniff*
      Jeeej! Przydadzą mi się chusteczki, bo u mnie w domu ich deficyt XDD.
      Ale cóż to ma do rzeczy? Wpiszę imię, nazwisko, adres gdzie aktualnie mieszkasz i nikt się nie uczepi ^___^.
      Eeeej, czy ty coś sugerujesz XD?! Aż tak narzekałam na blogu na świat XD?! No, na blogu nie wszystko się pisze. Raczej z tymi, z którymi piszę opowiadam więcej. Taka ja wylewna XD. Życie u boku Arusia nie zawsze jest takie piękne! (nic nie sugeruję mwahha)

      Usuń
    7. Ale i tak za trzy tygodnie na stałe będę u siebie, bo wakacje :D
      Nie narzekasz, tak mi się napisało ;)
      Mam nadzieję, że Aruś nie przeczyta tego, co tu piszesz :P

      Usuń
    8. No, więc będę pisać do ciebie do domu, a jak się przeprowadzisz, do gdzie indziej XD buahah. Oczywiście nie zmuszam, ale jeżeli chcesz ze mną popisać listy, to jak najbardziej, bo to strasznie lubię ^___^.
      Wziąłby to za żart XD (na szczęście).

      Usuń
  3. Logan :(

    Rose, idiotko!!!

    Kopnij w du... cztery litery Ian'a
    i zapier... biegnij do Logan'a!

    Ian... jak on mnie wkur... wkurza...

    Rose i Logan FOREVER!

    Jeśli Rose nie będzie z Loganem, to... to... to włamie się na Twojego bloga i... i... i będą razem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą razem. Muszą. Takie było pierwsze założenie bloga. Jeżeli zakończę go, a Rogan nie będzie, znajdź mnie i poważnie uderz patelnią, wlej mi do gardła domestos i całość dopraw kotletem.

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
    2. Obiecuję, że to zrobie :)

      Usuń
  4. Uwieliam twoje opowiadanie, ale pogę dziś pochwalić tylko za styl. Mam doyć Iana ipozbądź się go szybko, bo gość zniszcz Logana. A jeśli tak się stanie znajdę cię. A jeśli nie opiszę tortury jakie ci zadam jeśli cię namierzę i podpiszę że to dla Cleo M. Cullen. Więc nie zadzieraj z czytelnikami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja mam gdzieś wielkimi literami napisać, że IAN O'LAUGHLIN, NIELUBIANY PRZEZ NIKOGO CHŁOPAK ROSE, ZNIKNIE W ROZDZIALE 40?!
      Dziękuję za pochwałę, ale opisu tortur nie chcę :P

      Dziękuję za komentarz :**

      Usuń
  5. Dziękuję gorąco za życzenia ^^
    Ale przejdźmy do rozdziału. Chyba nie muszę Ci mowić, że mam ochotę Cię udusić? Logan! Co mu strzeliło do głowy! Miał ją na wyciagnięcie ręki!
    A Rose coraz bardziej mnie wkurza. Jasna, olejmy Logana i lećmy do beznadziejnego Iana, który nie ma dla niej czasu, patrzy tylko na swój tyłek i.. i.. i jest głupi! ;-;
    Brak mi cierpliwości.
    Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna wkurzona osoba, cieszę się :D
      Za życzenia nie dziękuj ;)
      Cieszę się, że wywołałam u Ciebie trochę negatywnych emocji.

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  6. Nie dawno tu zajrzałam dokładnie to wczoraj, ale w nocy nie miałam jak skomentować no... Wow.
    Świetnie piszesz <3
    Także składam życzenia mega mega mega spóźnione...
    Poza tym + za śliczny szablon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i zapraszam do mnie :))
      http://dalsze-losy-herosow.blogspot.com

      Usuń
    2. Ale jakie życzenia? Jeżeli za rok bloga, to dziękuję.
      Cieszę się, że pojawił się ktoś nowy :)
      Jednak do Ciebie nie zajrzę, gdyż czytam już za dużo blogów.

      Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz :)

      Usuń
  7. O jejku! Rose mówi, że minęło dopiero 10 miesięcy odkąd zna się z Loganem. Chyba już 10 miesięcy! Jak to szybko zleciało :O
    Kochana Cleo, ja Cię kiedyś znajdę :))))) I tak Cię kopnę w ten utalentowany tyłek, że się nie pozbierasz!!! Serio?! Nie rozstali się??? Serio?! Cleo! :(
    Kiedyś najchętniej zrobiłabym Loganowi jakieś spore ziaziu, a teraz najzwyczajniej w życiu szkoda mi go :( Rose już kuźwa przegina :/
    Niech już Logan sobie znajdzie jakąś dziewczynę, bo mam powoli dosyć gierek Bennett :/ Już miała tyle okazji, żeby związać się z Loganem. Ona jest tak bardzo niezdecydowana... i dziwna! Dlaczego boi się pokochać Hendersona? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna osoba ma dość Rose, cieszę się :D
      Nie planuję innej dziewczyny dla Logana, Sheila wystarczyła.
      Będą razem, już jest coraz bliżej tej chwili, cierpliwości!

      Dziękuję za komentarz :**

      Usuń
  8. Tak nawiasem mówiąc, nie mogę się doczekać 15 lipca :* Kocham Cię za ten rozdział!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytasz powód, dla którego się rozstaną, to dopiero padniesz :D

      Usuń
    2. Coś czuję, że nasz ukochany Ianek coś przeskrobie :*

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ma za co to tylko jeden mały pomysł :*
    Rozdział jak zawsze mi się podoba :P Czy był jakiś co mi się nie podobał? :P Nie było :D
    Magdycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zważając na fakt, że czasami wiesz z wyprzedzeniem, co będzie, nie ma możliwości, by rozdział Ci się nie podobał :P
      Pomogłaś, więc dziękuję :*

      Gracias :*

      Usuń
  11. Świetny rozdział, jak wszystkie poprzednie.:) Masz talent niesamowity, nie to co moje wypociny. ;)
    W wolnym czasie nadrobię te, których nie dałam rady wcześniej przeczytać.
    Rose mnie drażni niesamowicie. Gupia baba!
    Ian to samo, a biedny Logan...ehh
    Pozdrawiam serdecznie i z niecierpliwością czekam na NN
    Guardian Angel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadrabiaj powoli :)
      Cieszę się bardzo, że w ogóle chcesz to czytać :)

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  12. Ian i tak dobrze zareagował. Oczekiwałam od niego karczemnej awantury i rzucanie krzesłami. Ale jak widać zadziałał inaczej, a to jeszcze bardziej zabolało Rose. Może gdyby ją uderzył to wszystko byłoby inaczej? No ale na kobiety nie podnosi się ręki, chociaż takie orzeźwienie czasami pomaga.
    I wiedziałam, że coś jest nie tak z tą babką z księgarni! Przeczuwałam, że ta B!TCH jest w to wszystko zamieszana. Jednak nie wiedziałam, iż tak to się potoczy. Czemu moja wyobraźnia zawodzi, kiedy jej potrzebuję? Ale jest element zaskoczenia, co mi się mega podoba. <3
    I to pogodzenie się Rose z Ianem. Hmm... I tak czuję, że będzie jej to wypominać, bo to taki typ człowieka. Jego zawód go nauczył, że trzeba walić przeciwnika wszystkim, czym popadnie. Nawet sędzią.
    Biedny Logan. Chociaż on zachowuje się jak altruista to i tak w pełności nim nie jest. Przecież widać, że cierpi. Altruista nie zna takiego uczucia.
    I tutaj także pragnę cię przeprosić za wielką nieobecność za Twoim blogu. Jest to czyn niewybaczalny, ale i tak błagam o oczyszczenie mnie z poczucia winy. ;)
    Życzę ci ogromu weny, by ta nas zalała niczym ulewa w maju!
    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedząc o nawale pracy, jaki ostatnio miałaś, nie mam Ci czego wybaczać :)
      Postanowiłam nie robić żadnej afery przy opisie Iana po usłyszeniu sprawy, takie rzeczy wolę zostawić na inne okazje, jak np. rozstanie szatynki i prawnika.
      Logan altruistą? Dobrze go udaje.
      Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał :)

      Dziękuję za komentarz :**

      Usuń
  13. To znowu ja! Odkąd zaczęłam komentować, co trzeci rozdział to jestem tu o wiele częściej niż wcześniej, zauważyłaś? To chyba dobry pomysł skoro widać efekty;D W każdym razie ja jako romantyczka jestem tak zaciekawiona wątkiem Rose i Logana, że pochłaniam rozdziały z zawrotną prędkością ;)

    Zmieniłam trochę zdanie o Ianie po przeczytaniu jak zachował się, gdy Rose powiedziała mu o pocałunku. Nie sądziłam, że przyjdzie do niej z kwiatami i tak łatwo to wszystko wybaczy. Wcale mu się nie dziwię, że się wcześniej wściekł i wybiegł z tej restauracji. Miał powód i pewnie zrobiłabym tak samo. Natomiast wkurzył mnie, gdy nie chciał zawieźć Rose do szpitala. W takich chwilach zawsze jest przy niej Logan i cieszę się, że wreszcie to zobaczyła. Szkoda tylko, że nie potrafi tego należycie docenić. Bo gdyby potrafiła to od dawna byliby już razem. Jak można się bać kochać? Iana się nie boi oszukiwać i mówi mu te dwa słowa, a Logana się boi, mimo że to do niego coś czuje (może się nie przyznawać, ale to widać). Dziwna jest ta logika Rose.

    Też podziwiam Sue. Jeszcze faceta patologa mogę zrozumieć, bo oni są odporniejsi na wiele widoków. Ale kobieta ma o wiele większą wrażliwość. Dlatego zawsze jestem pod wrażeniem takich babek. Muszą być twarde. W sumie sama kiedyś myślałam nad tym zawodem, ale ilość biologii mnie odstraszyła xD

    Końcówka była mega smutna... Odeszła w dniu jego urodzin by iść do Iana. To musiało go mega zaboleć. I zabolało, mimo że starał się tego nie pokazywać. Podziwiam, że mimo wszystko on ciągle pcha ją w jego ramiona. To się nazywa prawdziwa miłość - chcieć szczęścia drugiego nawet swoim kosztem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lecisz jak demon i mam nadzieję, że nadrobisz całość przed publikacją 61 ;)

      Usuń

Komentarze mile widziane :)